„Mówcie, komu czego braknie…”, czyli Mickiewiczowskie „Dziady” w rytmie rapu.

29 października 2019 r. uczniowie klas VII obejrzeli inscenizację „Dziadów cz. II” w wykonaniu Teatru Współczesnego w Krakowie. Dramat ten, odwołując się do konwencji horroru przekazuje głęboko humanistyczne treści – daje odpowiedź na pytania: Jak żyć? Co znaczy być człowiekiem? Los duchów, pokutujących za grzechy, uświadamia, że pełne człowieczeństwo, a zarazem zbawienie, osiąga ten, kto zazna cierpienia, potrafi kochać i jest dobry dla innych, żyje dla nich, okazuje im pomoc. Wszystkie te prawdy wybrzmiały w przedstawieniu, ale…

Spektakl, jak wszystkie adaptacje klasyki skierowane do młodzieży, wyszedł naprzeciw oczekiwaniom widowni, uwspółcześniając formę przekazu. Temu służyło  wykorzystanie teatru cieni w scenie walki Widma złego pana z drapieżnymi ptakami (co robiło mocne wrażenie) czy rapowanie przez aktorów kwestii chóru: „Mówcie, komu czego braknie,/Kto z was pragnie, kto z was łaknie” (można być pewnym, że uczniowie na pewno te słowa zapamiętali). Kolejnym mrugnięciem okiem do młodego widza była też scena, w której Dziewczyna (dziewiętnastolatka) koniecznie chce się odmłodzić choćby o rok i z trudem przychodzi jej wyznać, ile naprawdę ma lat (ten wszechobecny kult młodości). Pewne rozwiązania inscenizacyjne zostały wymuszone przez fakt, że w przedstawieniu wzięło udział tylko czworo aktorów, co niekoniecznie miało pozytywny wydźwięk, bo pomniejszona została rola Guślarza, który w dramacie Mickiewicza nie schodzi ze sceny, pełniąc funkcję pośrednika między światem żywych a duchami. Tymczasem w oglądanym przedstawieniu dostojny kapłan z literackiego pierwowzoru znikł, zostawiając zdarzenia swemu biegowi.

Świetnie natomiast odmalowana została mroczność obrzędu i atmosfera grozy – temu służyły zarówno wystrój sceny, operowanie światłem, muzyka, jak i gra aktorów, w tym sposób interpretowania przez nich tekstu.

Myślę, ze przedstawienie przybliżyło uczniom świat ludowej egzotyki, z której Mickiewicz czerpał pełnymi garściami, i że poza elementami znanymi im z horrorów bez trudu dostrzegli moralne wartości dramatu. Zrozumieniu przekazu sprzyjała też bliskość Święta Zmarłych i Zaduszek – dni, kiedy nasze myśli w naturalny sposób kierujemy ku Zmarłym, kiedy bardziej jesteśmy skłonni do refleksji i zadumy nad życiem.

Anna Szeląg

%d bloggers like this: