,,Największy skarb’’, czyli o sukcesie literackim i plastycznym uczniów Szkoły Podstawowej w Tuchowie
30 maja 2025 roku w Muzeum Krakowa w Sali Miedzianej przy Rynku odbyła się piękna uroczystość wręczenia dyplomów i nagród laureatom XX edycji Małopolskiego Konkursu Literackiego i Plastycznego. W tym roku hasło konkursu brzmiało: ,,Mój skarb’’
Organizatorem konkursu od dwudziestu lat jest Szkoła Podstawowa Nr 101 im. Hansa Christiana Andersena w Krakowie. Konkurs jest objęty patronatem Małopolskiego Kuratora Oświaty, Prezydenta Miasta Krakowa, Przewodniczącego Rady Miasta Krakowa oraz Konsula Honorowego Królestwa Danii.
Miło nam ogłosić, iż laureatami konkursu zostali:
Karolina Więcek kl. 6b (praca literacka), Rita Bryl kl. 6c i Franciszek Malinowski kl. 6d (prace plastyczne).
W zaproszeniu do udziału w konkursie czytamy:
Zdaniem opiekuna merytorycznego, profesora Andrzeja Linerta, „konkurs ten jest ważnym głosem młodego pokolenia na temat naszej współczesności”. Jak podkreśla profesor Czesław Dźwigaj, „całe meritum sprawy polega na uczuciach, na wrażliwości, bo te dzieciaki, ta młodzież pisze i maluje uczuciami swój czas aktualny”.
A oto wrażenia naszych laureatów:
***
Bardzo się ucieszyłem, gdy dowiedziałem się, że zostałem laureatem XX edycji Małopolskiego Konkursu Plastycznego ,,Największy skarb’’.
Wraz z dwiema koleżankami zostałem zaproszony do Muzeum Krakowa, gdzie odbyła się uroczystość wręczenia dyplomów i nagród. Spośród nadesłanych ponad 700 prac literackich i plastycznych wyłoniono 43 zwycięzców.
W pracach plastycznych liczyły się nie tylko piękne kolory czy idealne linie, ale przede wszystkim przekaz- czyli to, co sprawia nam radość, co kochamy, co lubimy robić, co nas kształtuje. W moim przypadku były to książki, ponieważ uwielbiam je czytać.
Samo wręczenie nagród było podniosłą chwilą- otrzymaliśmy dyplomy i nagrody rzeczowe oraz gratulacje od jury i zaproszonych gości.
W tym miejscu bardzo chciałbym podziękować Pani Renacie Gąsior, nauczycielce języka polskiego, która była organizatorem naszego wyjazdu do Krakowa.
Podziękowania należą się również mojemu nauczycielowi plastyki-Panu Stanisławowi Maniakowi, od którego czerpię inspirację na lekcjach. Pan motywuje mnie do ciągłej pracy. Dzięki niemu bardzo polubiłem rysowanie.
Cieszę się, że mogłem reprezentować moją szkołę na tak prestiżowym konkursie. Zachęcam moich rówieśników do udziału za rok.
Moim koleżankom Ricie Bryl i Karolinie Więcek również gratuluję osiągnięcia sukcesu.
Franciszek Malinowski, kl. VI d
***
W konkursie wzięłam udział, ponieważ malowanie jest moją pasją, a poprzez malowanie i udział w konkursie mogłam też wyrazić, czym dla mnie jest rodzina, a jest ona dla mnie właśnie największym skarbem. To właśnie bliscy dają mi miłość, wsparcie i poczucie bezpieczeństwa. Kiedy mam trudny dzień, to oni potrafią mnie pocieszyć. Kiedy odnoszę sukcesy, to właśnie rodzina cieszy się ze mną najbardziej.
Rodzina to nie tylko ludzie, z którymi mieszkam, ale przede wszystkim osoby, które mnie kochają bez względu na wszystko. Mama, tata, rodzeństwo czy dziadkowie – każdy z nich jest dla mnie ważny i wyjątkowy. Dzięki nim wiem, czym jest prawdziwa bliskość i zaufanie.
Uważam, że nie ma na świecie większego skarbu niż rodzina. Żadne bogactwa nie zastąpią miłości i ciepła domowego ogniska. Dlatego staram się spędzać z bliskimi jak najwięcej czasu i dbać o nasze relacje. To właśnie oni są moją siłą i motywacją każdego dnia.
Rita Bryl, kl. VI c
***
XX jubileuszowy Małopolski Konkurs Literacki organizowany przez Szkołę Podstawową Nr 101 w Krakowie cieszy się dużym zainteresowaniem w całej Małopolsce, ale także poza nią.
W tym roku miałam zaszczyt być zaproszona na rozdanie nagród. Atmosferę rozgrzewał śpiew nauczycieli, absolwentów szkoły oraz uczniów. Prace literackie, jak i plastyczne rzeczywiście pokazywały, co dla młodzieży jest prawdziwym skarbem.
Uważam, że konkurs ten zachęca dzieci i młodzież do częstszego sięgania po twórczość Hansa Christiana Andersena. Cieszę się, że mogłam wziąć w nim udział.
Karolina Więcek, kl. VI b
Opracowała Renata Gąsior
Zapraszam do lektury pracy literackiej Karoliny
Historia Laury
Historia, którą opowiem, przydarzyła się pewnej jedenastoletniej dziewczynce. Jej rodzice zmarli kilka miesięcy wcześniej w wypadku samochodowym. Dziewczyna mieszkała od tamtej tragedii u swojej dalekiej ciotki, ale nigdy nie czuła się tam tak bezpiecznie jak w swoim domu, przy rodzicach. Wiedziała, że jej miejsce było gdzie indziej – przy nich, mamie i tacie. Nie mogła pogodzić się z ich stratą.
Miała na imię Laura. Choć jej ciotka często nazywała ją po imieniu, to imię to nigdy nie brzmiało tak słodko i serdecznie jak z ust mamy.
Tego dnia siedziała przykulona na stryszku. Było to jej ulubione miejsce. Kiedy tam się chowała, była wolna od poleceń swojej ciotuni, których nie lubiła wykonywać. Często przebywała tam bez celu. Jednak wtedy, siedząc bezczynnie na wilgotnych panelach, ujrzała stary liścik na stosie dawno nieużywanych rzeczy. Bez wahania podeszła do gratów i wzięła ostrożnie kartkę do ręki. Drobnym drukiem napisane było:
,,Tam, gdzie stare dęby szepczą do wiatru, gdzie ziemia kryje sekrety przodków, pod korzeniami, gdzie cień trwa wiecznie, skarb czeka na tego, kto szuka sercem. Nie złoto, nie srebro, lecz dar największy. Tylko odwaga i wiara cię do niego zaprowadzą. Klucz ukryty tam, gdzie świt styka się z mrokiem, a echo dawnych kroków wciąż brzmi pośród drzew’’.
Laura odłożyła liścik, wpatrując się w małe okienko. Na dworze mocno padał śnieg, jednak to nie zniechęciło dziewczyny do poszukiwań skarbu. Wierzyła, że spełni się jej największe marzenie, że będzie znów szczęśliwa ze swoimi rodzicami. Złożyła więc liścik na pół i schowała go do kieszeni spodni. Ostrożnie zeszła ze strychu po stromych, lekko spróchniałych schodach i kierowała się do drzwi. Wtedy jednak zatrzymał ją głos ciotki.
-A panna gdzie się wybiera? – zapytała starsza kobieta, unosząc brwi.
-Na spacer – powiedziała dziewczyna, ubierając kurtkę.
-Wróć przed kolacją. Nie mam zamiaru na ciebie czekać – rzekła i odwróciła się w stronę kuchni.
Dziewczyna tylko przewróciła oczami po słowach ciotki i wyszła z domu, trzaskając drzwiami. Doskonale wiedziała, gdzie znajdują się owe stare dęby. Chodziła tam często, gdy jej rodzice jeszcze żyli. Jednak po wypadku straciła chęć chodzenia po lesie. Laura kierowała się do lasu, co chwilę odgarniając z twarzy biały puch spadający z nieba. Jednak lodowaty śnieg jej nie przeszkadzał.
Była zbyt podekscytowana skarbem i miała nadzieję, że odnajdzie go oraz klucz. Wreszcie dotarła do wrót ciemnego lasu. Mgła rozciągała się po nim jak rozlane mleko. Wkroczyła do mrocznego miejsca, robiąc małe kroki w białym puchu. Przed dziewczyną nie było widać wiele, więc Laura zdała się na intuicję. Nie był to zbyt dobry pomysł, bo po chwili potknęła się o korzeń grubego drzewa, wpadając w ośnieżoną, dużą norę jakiegoś zwierzęcia. Dziewczynka zgarnęła śnieg z twarzy i wydostała się z dziury. Otrzepała swoje wilgotne ubrania i spojrzała na kartkę. Pomyślała sobie: ,,Nie poddam się tak łatwo”. Schowała liścik z powrotem do kieszeni i ruszyła przed siebie tam, gdzie miały znajdować się stare drzewa. Po chwili spojrzała przed siebie. Nie wiedziała, czy to tylko złudzenie, czy też naprawdę odnalazła drzewa. Wzrok jej nie mylił. Przed dziewczyną stały trzy ogromne, o grubych pniach dęby. Uradowana dziewczyna zaczęła błądzić wzrokiem po pniu, szukając skrzynki lub czegoś do niej podobnego. Uklękła przed środkowym dębem i zaczęła odgarniać korzenie ze śniegu. Zrobiła tak po kolei z każdym. Skarbu początkowo nie ujrzała, ale zaraz spostrzegła małą, drewnianą skrzynkę pod jednym z korzeni. Szczęśliwa wyciągnęła pudełeczko spod niego i próbując otworzyć, przypomniała sobie o kluczu, o którym ktoś wspomniał w liście. Laura chciała go poszukać, ale musiała wracać do domu. Spojrzała na zegarek po ojcu, który zawsze miała na nadgarstku i zrezygnowana odłożyła skrzyneczkę pod korzeń i przykryła ją śniegiem. Wybijała już osiemnasta, a nie chciała, aby ciocia się denerwowała. Mgła ustąpiła, więc dziewczyna bez problemu wróciła do miasteczka. Weszła do domu i ściągnęła kurtkę.
-Wróciłam – powiedziała ze smutkiem. Bolało ją, że nie mogła jeszcze zostać i poszukać klucza. Laura zasiadła do stołu i bez słowa zaczęła jeść kolację, jaką przygotowała dla niej kobieta.
-Dlaczego nic nie mówisz? Coś się stało na spacerze? -zapytała ciotka.
-Nic się nie stało. Po prostu nie mam ochoty na pogaduszki. – powiedziała Laura, odchodząc od stołu.
-Nie jestem głodna. Weź sobie podwójną porcję ciociu. – rzekła i pomknęła do swojego pokoju. Ciotka tylko pokręciła głową i zgarnęła zawartość talerza dziewczyny na swój. Kiedy Laura usiadła na łóżku, ponownie wyciągnęła z kieszeni kartkę i postanowiła pomyśleć, gdzie tak naprawdę może znajdować się klucz.
-Może w jaskini? W ruinach? – mówiła do siebie.
Zmęczenie po chwili dało się we znaki. Dziewczynka po kilku minutach usnęła, jednak nawet na jedną sekundę nie wypuściła liściku z dłoni. Nazajutrz Laura obudziła się wypoczęta. Nadal trzymała w ręku pomiętą kartkę. Wstała z łóżka, przeciągając się i z uśmiechem na ustach pobiegła do przedpokoju i zaczęła się ubierać. Ponownie usłyszała głos zaspanej cioci.
-Gdzie się wybierasz o tej porze? Tak bez śniadania? – zapytała, krzyżując ramiona na piersiach.
-Muszę iść, ciociu. Wrócę na kolację. – Laura uśmiechnęła się czule do ciotki pierwszy raz od dłuższego czasu.
Bez większego namysłu wyszła z domu i pomknęła do lasu. Tego dnia było zimniej niż poprzedniego, ale Laurze to nie przeszkadzało. Wróciła do dębów i sprawdziła, czy kuferek jest na swoim miejscu. Nadal się tam znajdował, więc dziewczyna przystąpiła do poszukiwań klucza. Udała się nad jeziorko, strumyki, przepatrzyła ciemne jaskinie i nory. Klucza nadal nie było. Spędziła w lesie kilka dobrych godzin, bez żadnego skutku. Była też inna, mroczniejsza część lasu, gdzie Laura się nie zapuszczała, ale wtedy nie miała wyboru.
-Może gdzieś tam jest klucz? – mamrotała do siebie z nadzieją, że go odnajdzie. Chłód i zmęczenie doskwierały jej coraz bardziej. Mimo to zapuszczała się dalej w ciemny las. Szła zmarznięta po omacku, kiedy po jej lewej stronie ujrzała małą latarenkę, od której biło ciepłe światło. Była zawieszona na haczyku, który był przykręcony do dachu starej chaty, której nigdy wcześniej nie widziała. Drzwi były uchylone, więc bez większego zastanowienia weszła do środka. Przeczesała wzrokiem każdą rzecz znajdującą się w chacie. Stawiając kroki na zapadających się deskach, zauważyła, że pod jedną znajdowało się coś błyszczącego, oświetlonego blaskiem księżyca. Dziewczyna przykucnęła przy drewienku i podważyła je. Pod deską leżał błyszczący, złoty, bogato zdobiony klucz. Drżąc z emocji, wyciągnęła go spod deski i schowała do tylnej kieszeni spodni. Wyszła z chaty, zabierając ze sobą latarenkę.
Mknęła z uśmiechem na twarzy w stronę dębów, co chwilę sprawdzając, czy klucz przypadkiem nie wypadł jej z kieszeni. Ignorowała zmęczenie i chłód, choć doskwierały jej coraz bardziej. Szybkim tempem zbliżała się do drzew. Wreszcie, kiedy się tam znalazła, uklęknęła przy skrzyneczce. Serce chciało rozsadzić jej pierś. Wyciągnęła klucz z kieszeni i wsunęła go w zamek. Z cichym kliknięciem skrzynka się otworzyła. W środku znajdowało się coś, czego się nie spodziewała – nie klejnoty ani złoto, ani różdżka do wypowiedzenia życzenia. Na dnie kuferka znajdował się bardzo stary list. Laura otworzyła go i przeczytała słowa na nim napisane delikatnym pismem:
,,Największym skarbem jest miłość. Jeśli ją odnajdziesz, nigdy nie będziesz samotna’’.
Płakała bezgłośnie, a łzy spływały jej po policzku. Była tak blisko, a jednocześnie tak daleko od tego, czego naprawdę pragnęła. Wtedy poczuła, jak zmęczenie i mróz odbierają jej siły. Świat wokół stawał się coraz bardziej zamglony, a powieki robiły się ciężkie. Oparta o pień dębu wpatrywała się w dwie jasne postacie, przebijające się przez mgłę. Wyciągały do niej ręce, ale gdy ta próbowała się do nich zbliżyć, oddalały się od niej. Trzęsąc się z zimna, usłyszała wołanie: ,,Laura!’’. Rozpoznała ten głos. To byli oni – mama i tata. Dziewczyna szeroko się uśmiechnęła, widząc ich znowu. Tata, trzymając latarenkę w dłoni przykucnął przy zmarzniętym ciałku Laury, a mama gładziła ją czule po policzku. Kiedy jednak dziewczyna ocknęła się, ujrzała nie swoich rodziców, a szlochającą ciotkę, powtarzającą cały czas:
-Wszystko będzie dobrze, wrócimy do domu.
Dziewczyna zdała sobie sprawę, że był to tylko sen, a sama leżała oparta o pień drzewa. Łzy napłynęły jej do oczu i zaczęła głośno szlochać.
-Dlaczego akurat oni musieli zginąć… dlaczego nie mogą tu być – mówiła, wpatrując się załzawionymi oczami w ciotkę.
Ciocia nic nie mówiąc, przytuliła tylko dziewczynę i pogładziła ją po głowie. Złapała dziewczynę za rękę i uśmiechnęła się czule. Ruszyły razem w stronę domu. Ciotka co chwilę odgarniała biały puszek z czubka jej głowy. Po kilkunastu minutach znalazły się w domu. Weszły razem do przedpokoju. Kiedy Laura zdejmowała kurtkę, ciocia przykucnęła przy niej.
-Nigdy więcej mi tego nie rób – wtuliła się w zmarznięte ciało dziewczynki, próbując opanować łzy.
Może i ciocia nie zastąpiła rodziców Laury, ale stała się jej rodziną. Była kimś, kto kochał i troszczył się o dziewczynę. Ona nadal nie mogła pogodzić się ze stratą rodziców, ale ktoś taki jak ciocia załatał dziurę w jej sercu.
Karolina Więcek, klasa szósta
